Unijni regulatorzy coraz mocniej naciskają na Google’a w sprawie sposobu wyświetlania wyników wyszukiwania dla hoteli i lotów. Chodzi o to, że gigant z Mountain View faworyzuje własne usługi – Google Hotels i Google Flights – kosztem niezależnych platform oraz stron hoteli. Branża od lat podnosi, że takie praktyki ograniczają konkurencję, podbijają koszty pozyskania gości i utrudniają uczciwe porównanie cen.

Obecnie toczy się formalny dialog między Komisją Europejską a Google’em w ramach nowych regulacji cyfrowych (Digital Markets Act), a na stole są potencjalne sankcje finansowe. Bruksela nie kryje, że oczekuje od firmy zmian w architekturze wyników wyszukiwania i transparentności prezentowanych treści.
Google argumentuje, że nowe przepisy mogą odbić się na użytkownikach. – „Jesteśmy naprawdę zaniepokojeni realnymi konsekwencjami DMA, które prowadzą do gorszych produktów i doświadczeń online dla Europejczyków” – mówi Clare Kelly, prawniczka koncernu, cytowana przez agencję "Reuters".
Stawka jest wysoka. Hotele w Polsce i całej Europie coraz bardziej uzależniają się od kanałów internetowych, a każde przesunięcie widoczności w Google’u oznacza realny wpływ na sprzedaż. – Jeśli ktoś szuka hotelu w Warszawie i jako pierwsze dostaje panel Google z kilkoma opcjami, to mało kto klika dalej. To zabiera nam szansę na bezpośrednią rezerwację – komentują hotelarze.
Google broni się, że użytkownicy oczekują szybkiego dostępu do ofert w jednym miejscu. Jednak eksperci przewidują, że podobnie jak w przypadku unijnych postępowań wobec Booking.com, sprawa może zakończyć się karami sięgającymi setek milionów euro i wymuszeniem zmian w prezentacji wyników.









Dodaj komentarz