Konstancin-Jeziorna: plany Arche budzą sprzeciw mieszkańców   INWESTYCJE

Plany Arche dotyczące zabudowy 50-hektarowego terenu dawnej papierni w Mirkowie, ok. 2500 mieszkań realizowanych etapami, stały się najbardziej kontrowersyjną inwestycją w historii Konstancina-Jeziorny. Jak informuje „Wyborcza.pl”, pierwszy etap, 18 bloków i blisko 500 lokali, w trybie lex deweloper, ma już zgodę – mimo że miejscowy plan przewiduje w tym rejonie zabudowę magazynowo-przemysłową w strefie uzdrowiskowej. Kolejne fazy podniosłyby liczbę mieszkańców o ok. 40 proc., co fundamentalnie zmieniłoby strukturę demograficzną i funkcjonalną uzdrowiska.

Wizualizacja eewitalizacji dawnej papierni, Arche


Sam teren ma długą historię przemysłową – papiernia działała od XVIII wieku, po 1989 r. przeszła w ręce fińskiej Metsa Tissue, następnie została zamknięta, a część zabudowy wyburzono w 2013 r. Reszta systematycznie popadała w ruinę, aż do przejęcia nieruchomości przez Arche w 2021 r. Część poprzemysłowych zabudowań ma zostać przekształcona w funkcje hotelowe, gastronomiczne, muzealne i konferencyjne, lecz kluczowym elementem planu pozostaje intensywna zabudowa mieszkaniowa.

Sprzeciw mieszkańców i lokalnych władz: od ochrony tożsamości uzdrowiska po strach przed korkami

Sprzeciw jest szeroki. „Nie chcemy, żeby Konstancin stał się sypialnią Warszawy jak Józefosław czy Lesznowola. Oni planują zamienić naszą miejscowość w blokowisko” – mówi cytowany przez „Wyborczą” Andrzej Czub, współautor petycji podpisanej już przez 500 osób. „Musimy ochronić wyjątkowy, uzdrowiskowy charakter Konstancina. Jeśli zapakujemy do tych ciasno ustawionych bloków kolejne tysiące ludzi, to będzie koniec miasta, jakie lubimy. Martwimy się też o infrastrukturę. Drogi, kanalizacja, odbiór odpadów komunalnych – nie jesteśmy na to gotowi” – dodaje.

Były burmistrz, radny Marek Skowroński, ocenia inwestycję jako zagrożenie dla miasta o tradycji willowej i letniskowej. To, jak podkreśla, nie tylko kwestia estetyki, ale realnej wydolności infrastruktury. Według niego zabudowa wielorodzinna w Konstancinie powinna pozostać czymś „wyjątkowym i rzadkim”, a nie dominującym modelem. „Zanim zaczniemy tam cokolwiek budować, trzeba stworzyć obwodnicę. Istniejące ulice nie przyjmą tylu aut. Już teraz dojeżdżam godzinę do Warszawy” – mówi.

 „Wyborcza” przypomina też, że sytuacja polityczna w gminie jest napięta – wokół burmistrza Michała Wiśniewskiego toczy się inicjatywa referendalna, co dodatkowo ogranicza jego przestrzeń manewru w konflikcie z dużym deweloperem.

„Gruszki na wierzbie”. Argumenty Arche i nieufność wobec deklaracji

Arche uzasadnia zmianę funkcji terenu tym, że utrzymywanie działalności przemysłowej w strefie uzdrowiskowej mogłoby negatywnie wpływać na status Uzdrowiska Konstancin-Jeziorna i na jego walory środowiskowe. „Proponowane przez spółkę przekształcenie funkcji terenu na mieszkaniowo-usługową znacznie lepiej wpisuje się w uzdrowiskowy charakter gminy Konstancin-Jeziorna, przyczyniając się do podniesienia jej atrakcyjności oraz jakości życia mieszkańców” – przekonuje w rozmowie z „Wyborczą” Grzegorz Radzikowski z Arche.

Deweloper deklaruje gotowość do szerokiego współfinansowania infrastruktury. W pierwszym etapie zapowiada m.in. przeniesienie siedziby firmy na teren gminy, budowę niezbędnej kanalizacji, odcinka drogi publicznej, boiska, garażu, ogrodów deszczowych oraz remediację zanieczyszczonego gruntu. W kolejnych etapach obiecuje m.in. kolejną drogę, budynek lub lokal na przedszkole, następne boisko, modernizację parku przy ul. Mirkowskiej i ul. Anny Walentynowicz, współpracę z gminą przy odbiorze śmieci z nowych bloków, a w razie potrzeby – budowę własnej oczyszczalni ścieków. Arche deklaruje też gotowość „zaangażowania się, w uzgodnieniu z gminą, w działania w zakresie rozwiązania uciążliwości wytwórni mas bitumicznych” oraz przekazanie ok. 6 ha pod gminny kompleks sportowo-rekreacyjny i udział w realizacji nowego połączenia drogowego z Warszawą, w tym przeprawy mostowej przez Jeziorkę.

Jednak, jak relacjonuje „Wyborcza”, mieszkańcy nie traktują tych zapowiedzi jako pewnych. „Na razie to tak zwane gruszki na wierzbie, obietnice są dosyć mgliste” – słyszy dziennikarz.

Maciej, mieszkaniec Konstancina, ocenia, że początkowo liczono na rewitalizację zabytków, ale teraz dominującym celem stała się masowa zabudowa: „Ciągle słyszeliśmy, że Arche zaopiekuje się zabytkami, a teraz okazuje się, że chodziło głównie o budowę bloków. Jeśli osiedli się tu taka armia ludzi, grozi nam paraliż, zakorkowanie”.

Ochrona przyrody, wydolność miasta i brak gwarancji infrastrukturalnych

Krytycy planu zwracają uwagę na ryzyko przeciążenia kanalizacji, systemu odbioru odpadów i układu drogowego. Pojawiają się również obawy o cenne przyrodniczo obszary Łąk Oborskich i rezerwatu Łęgi Oborskie, które, jak wskazują mieszkańcy, mogą zostać zniszczone przy tak gwałtownym wzroście liczby użytkowników, spacerujących m.in. z psami po terenach chronionych.

W ich ocenie, zanim zapadną decyzje administracyjne dotyczące kolejnych etapów inwestycji, gmina musi dysponować twardymi, egzekwowalnymi gwarancjami rozbudowy infrastruktury – zarówno komunikacyjnej, jak i technicznej. Na razie – podkreślają rozmówcy „Wyborczej” – takich gwarancji nie ma, a projekt pozostaje na etapie przygotowań, bez kluczowych decyzji środowiskowych i urbanistycznych.



Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *