Zbliżające się otwarcie największego hotelu w Polsce nad Bałtykiem wywołuje coraz większe zaniepokojenie w niemieckiej branży turystycznej. Jak opisuje portal Euronews, hotelarze z Meklemburgii-Pomorza Przedniego obawiają się, że otwarcie tego powstającego w Pobierowie kompleksu sieci Gołębiewski, spowoduje odpływ pracowników, jak i części turystów na polskie wybrzeże.

Największy hotel nad Bałtykiem
Hotel Gołębiewski w Pobierowie ma liczyć 1350 pokoi rozmieszczonych na 13 kondygnacjach i będzie w stanie przyjąć jednocześnie do 3 tys. gości. Jak przypomina Euronews, to skala zdecydowanie większa niż w przypadku największych hoteli na niemieckim wybrzeżu Bałtyku: Morada Resort Kühlungsborn czy Hotel Neptun w Warnemünde dysponują mniej niż 500 pokojami.
Kompleks powstaje w niewielkim Pobierowie, które liczy około tysiąca mieszkańców. Projekt przewiduje szeroką infrastrukturę rekreacyjną, m.in. aquapark, zaplecze wellness, kino i korty tenisowe, co ma sprawić, że obiekt będzie funkcjonował w dużej mierze jako samowystarczalny resort.
Budowa rozpoczęła się w 2018 r. na terenie dawnej jednostki wojskowej sprzedanej przez gminę Rewal za 50,5 mln zł. Pierwotnie hotel miał zostać otwarty w 2021 r., jednak inwestycję opóźniły pandemia, problemy z dostawami materiałów oraz spory budowlane. W 2022 r. zmarł także założyciel sieci, Tadeusz Gołębiewski. Według informacji inwestora obiekt znajduje się obecnie w końcowej fazie przygotowań do otwarcia, rozpoczęto już rekrutację personalu liniowego, a nieoficlanie podaje się maj za datę otwarcia.
Niepokój po niemieckiej stronie granicy
Największe emocje inwestycja budzi w branży hotelarskiej Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Prezes regionalnego stowarzyszenia hotelarzy i gastronomów DEHOGA, Lars Schwarz, w rozmowie z Euronews krytykuje bierność lokalnych władz wobec pojawienia się nowego, dużego konkurenta.
– Byłbym zaniepokojony, gdyby rząd krajowy Meklemburgii-Pomorza Przedniego nie zareagował na takie rzeczy – stwierdza.
Schwarz zwraca uwagę przede wszystkim na rynek pracy. Wiele hoteli w regionie zatrudnia pracowników z polskiego pogranicza, którzy codziennie dojeżdżają do pracy do Niemiec. Jak ocenia, sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby hotel w Pobierowie oferował im zatrudnienie wraz z lokalnym zakwaterowaniem – „to mogłoby być problematyczne”.
Drugim elementem jest presja kosztowa. Według szefa DEHOGA po polskiej stronie Bałtyku w niektórych przypadkach płaci się „jedną trzecią niemieckiej płacy minimalnej”. Jego zdaniem oznacza to, że konkurowanie ceną jest w praktyce niemożliwe.
Schwarz odnosi się również do samej koncepcji bardzo dużych resortów. – Kiedy dwa tysiące osób przychodzi na śniadanie, trzeba to lubić – komentuje, sugerując, że taki model bardziej przypomina doświadczenie znane z wielkich statków wycieczkowych niż z tradycyjnych kurortów.
Strategia: jakość zamiast skali
Hotelarze z niemieckiej wyspy Uznam starają się pozycjonować swoje obiekty w kontrze do modelu masowego resortu. Rolf Seelige-Steinhoff, partner zarządzający grupy SEETELHOTELS, w rozmowie z Euronews mówi: – Ten obiekt jest zdecydowanie za duży jak na ten region i doprowadzi do poważnych zakłóceń konkurencji.
Jednocześnie przyznaje, że konkurencja jest naturalnym elementem rynku. – Konkurencja jest częścią turystyki i może również stanowić pozytywny impuls dla całego regionu.
W rywalizacji o pracowników niemieckie hotele stawiają przede wszystkim na utrzymanie kadr. Seelige-Steinhoff podkreśla, że wielu pracowników jego grupy pochodzi z regionu lub z Polski i pracuje w firmie od lat. Strategia firmy opiera się na „długoterminowym zatrzymywaniu pracowników, uczciwych warunkach pracy, możliwościach dalszego szkolenia i rodzinnej kulturze korporacyjnej”.
Jak dodaje, celem niemieckich hotelarzy „nie jest konkurowanie rozmiarem, ale jakością, osobowością i doświadczeniem”.
Odpowiedź inwestora
Sieć Gołębiewski odrzuca zarzuty dotyczące zakłócania konkurencji. W komentarzu przekazanym Euronews przedstawiciele inwestora podkreślają, że różnice w poziomie wynagrodzeń między Polską a Niemcami wynikają z odmiennych uwarunkowań gospodarczych, a nie z działań pojedynczych firm.
Firma wskazuje również, że rozwój oferty turystycznej po obu stronach granicy może działać komplementarnie. „Silna i różnorodna oferta po obu stronach granicy może się wzajemnie uzupełniać i przyczyniać do dalszego rozwoju całego regionu jako atrakcyjnego celu turystycznego” – podkreślono w oświadczeniu.
Niemiecka branża oczekuje jednak konkretnych działań ze strony władz regionalnych, m.in. inwestycji w infrastrukturę turystyczną i programów modernizacyjnych dla hoteli. Jak podsumowuje Lars Schwarz: „To właściwie musi się wydarzyć. Konkurencja jest ostra”.









Dodaj komentarz