Hotelarze przeciw dopłatom do wakacji za granicą   ANALIZY I RAPORTY

Samorząd województwa lubuskiego ma dopłacić ponad 1,5 mln zł do wakacyjnych czarterów z Zielonej Góry-Babimostu do Tirany, sprzedawanych w pakietach turystycznych Itaki. Program formalnie ma wspierać promocję regionu i ruch na lokalnym lotnisku, ale w praktyce działa odwrotnie niż typowe programy turystyczne: nie ściąga gości do regionu, tylko ułatwia mieszkańcom wyjazd za granicę. To budzi sprzeciw hotelarzy, którzy wskazują, że publiczne pieniądze powinny wzmacniać turystykę krajową, szczególnie w momencie rosnących kosztów i walki o utrzymanie rentowności rodzimych hoteli.

Sprawa budzi emocje, bo niemałe środki publiczne kierowane są na dotowanie działań, w których trudno wskazać realną korzyść dla polskiej gospodarki turystycznej. Programy wspierające połączenia lotnicze mają uzasadnienie wtedy, gdy służą ściąganiu nowych gości z zagranicy, zwiększaniu liczby noclegów i wydatków w regionie. W tym przypadku mechanizm działa odwrotnie: publiczne pieniądze wspierają wyjazdy mieszkańców za granicę, a ekonomiczny efekt takich podróży powstaje przede wszystkim poza Polską. Turyści nocują w zagranicznych hotelach, korzystają z tamtejszej gastronomii, transportu i usług. Tymczasem pieniądze wydane na wypoczynek w Polsce zostają w krajowym obiegu: trafiają do hoteli, restauracji, atrakcji turystycznych, lokalnych dostawców, pracowników i samorządów.

To szczególnie istotne teraz, gdy hotele nadal działają pod presją kosztów pracy, energii, finansowania, żywności i usług zewnętrznych, a jednocześnie organizacje branżowe prowadzą kampanie zachęcające Polaków do wypoczynku w kraju.


„To marnotrawienie publicznych pieniędzy”

– Takiego programu ekonomicznie i społecznie nie można uzasadnić. Lokalne władze powinny być natychmiast rozliczone z takiego marnotrawienia publicznych pieniędzy, niezgodnego z interesem regionu. Jak już, to powinni zachęcać do przylotów, jeśli chcą zwiększyć ruch na lokalnym lotnisku, a nie wysyłać pieniądze za granicę. Przecież krajowa turystyka to ważna gałąź polskiej gospodarki, większa niż rolnictwo – komentuje Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest & Hotels.

Komentarz Jana Wróblewskiego, współtwórcy jednej z największych polskich grup hotelowych w segmencie resortowym, dotyka szerszego problemu: kierunku, w jakim uruchamiane są publiczne środki na wsparcie turystyki i transportu lotniczego. W tym przypadku beneficjentem programu nie jest krajowa gospodarka. Dotowanie importu, gdy nie dotyczy produktów strategicznych, np. w czasie walki z inflacją, zwiększa tylko deficyt handlowy. Dlatego przykładowo Turcja dotuje eksport, czyli loty do kraju. Takim mechanizmem powinni być zainteresowani polscy przewoźnicy.

Podobnie sprawę ocenia Wiktor Wróbel, prezes zarządu spółki Nosalowy Dwór, zarządzającej jednymi z największych hoteli na Podhalu.

– Nie ma co do zasady nic złego we wspieraniu polskich lotnisk. Problem polega jednak na tym, że powinniśmy w pierwszej kolejności skupić się na ściąganiu przez nie turystów do Polski, a nie współfinansowaniu wyjazdów polskich turystów za granicę – komentuje prezes spółki. Jak dodaje, czartery do zagranicznych destynacji przeważnie nie budują ruchu przyjazdowego do Polski.

– Połączenia czarterowe do destynacji zagranicznych są przeważnie ruchem jednostronnym i nie przylatują nimi do Polski turyści zagraniczni. Jeżeli rzeczywiście tak jest również w tym wypadku, to takie działania można ocenić negatywnie z perspektywy branży hotelarskiej, która prowadzi działalność w Polsce i której przedstawicielom zależy na promocji naszego kraju oraz regionalnej oferty turystycznej – wskazuje Wróbel.

– Oczywiście wspieranie operacji lotniczych może równie dobrze działać w dwie strony i w porcie lotniczym Zielona Góra takie działania „dwustronne” były już podejmowane, choć — z tego co wiem — jedynie przy lotach wewnątrzkrajowych. To właśnie na działaniach nastawionych również (a najlepiej przede wszystkim) na rynki zagraniczne powinniśmy się teraz skupić – dodaje prezes zakopiańskiej grupy hotelowej.


Touroperatorzy po bardzo dobrym roku

Kontrowersje są tym większe, że rynek zorganizowanej turystyki wyjazdowej pozostaje w bardzo dobrej kondycji. Z Rankingu Biur Podróży przygotowanego przez „Rzeczpospolitą” i Traveldatę wynika, że w 2025 r. przychody biur podróży ze sprzedaży imprez turystycznych wyniosły co najmniej 27 mld zł i były o 17 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Liczba klientów wzrosła o 13,8 proc., do 6,63 mln osób. Największe firmy utrzymały bardzo mocne pozycje: Itaka Holdings osiągnęła 5,35 mld zł przychodów ze sprzedaży imprez turystycznych na polskim rynku, TUI Poland – 5,34 mld zł, Rainbow – 4,55 mld zł, a Coral Travel – 3,44 mld zł.

Najwięksi touroperatorzy zakończyli rok z kilkusetmilionowymi zyskami. Najwyższy osiągnął Rainbow – 257,6 mln zł. Itaka wypracowała 129,3 mln zł, TUI Poland – 103,6 mln zł, a Coral Travel – 62,2 mln zł.

Podczas debaty touroperatorów organizowanej przez Turystyka.rp.pl przedstawiciele rynku oceniali perspektywy sezonu 2026 również pozytywnie. – Sezon będzie dobry. Trzeba się naprawdę postarać, żeby wyjść z niego na minusie – mówił Jarosław Grabczak, ekspert rynku turystyki wyjazdowej.


Ponad 1,5 mln zł na czartery do Tirany

Jak podał „Rynek Lotniczy”, dopłaty są efektem przetargu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego. Ofertę złożyło tylko jedno biuro podróży, Itaka. Realizację zamówienia wyceniono na 1 519 050 zł brutto, przy budżecie zamawiającego wynoszącym 1 520 000 zł.

Program zakłada 13 rotacji czarterowych na trasie Zielona Góra-Babimost – Tirana, czyli łącznie 26 operacji lotniczych w sezonie letnim 2026 r. Rejsy mają odbywać się raz w tygodniu, od połowy czerwca do połowy sierpnia, i będą dostępne wyłącznie w formule pakietów turystycznych oferowanych przez touroperatora.

Według wyliczeń „Rynku Lotniczego” dopłata samorządu do jednej rotacji wyniesie 116 850 zł. W przeliczeniu na pasażera oznacza to od 618 do 789 zł dofinansowania, w zależności od typu samolotu realizującego przelot.

Formalnie zamówienie dotyczy promocji województwa lubuskiego poprzez przewoźników operujących z lotniska Zielona Góra-Babimost, ale faktycznie środki publiczne mają obniżać koszt zagranicznych wyjazdów wakacyjnych dla klientów korzystających z pakietów turystycznych.


Bony działają, gdy pieniądze zostają w kraju

W tym samym czasie część samorządów rozwija instrumenty, które działają w przeciwnym kierunku: nie wypychają turystów za granicę, lecz zachęcają ich do korzystania z krajowej bazy noclegowej. Regionalne bony turystyczne wprowadzano już m.in. w województwach podlaskim i warmińsko-mazurskim, a Ministerstwo Sportu i Turystyki zapowiada prace nad centralnym bonem turystycznym, który miałby wzmacniać popyt krajowy, szczególnie poza szczytem sezonu.

Skala zainteresowania takimi programami pokazuje, że popyt na krajowy wypoczynek można skutecznie pobudzać, jeśli środki publiczne trafiają bezpośrednio do obiegu gospodarczego w regionie. W przypadku Podlaskiego Bonu Turystycznego w trzeciej turze programu 8,5 tys. bonów wygenerowano w 75 sekund. Łącznie wygenerowano 13 921 bonów, a region zanotował najwyższy w Polsce wzrost liczby rezerwacji hotelowych w sezonie maj–październik – o 50,4 proc. rok do roku według danych Profitroom.

Podobny kierunek przyjęły Warmia i Mazury, gdzie kolejna edycja programu przewiduje dopłaty do usług noclegowych realizowanych poza okresami naturalnie wysokiego popytu. Tutaj pieniądze publiczne mają nie tyle obniżać cenę wakacji jako takich, ile wspierać obłożenie w słabszych terminach i kierować ruch do lokalnych hoteli, pensjonatów oraz innych obiektów noclegowych.

W branży od lat podkreśla się, że turystyka krajowa ma silny efekt mnożnikowy: jedna złotówka wydana na wypoczynek w Polsce generuje kolejne złotówki w lokalnej gospodarce. Korzystają nie tylko hotele, ale też gastronomia, transport, handel, atrakcje turystyczne, lokalni dostawcy, pracownicy i samorządy. W przypadku wyjazdu zagranicznego ten efekt powstaje poza Polską.

Równolegle organizacje branżowe prowadzą własne działania zachęcające do wyboru krajowych kierunków. Fundacja Polskie Hotele Niezależne rozpoczęła kampanię #bezpiecznywypoczynek, której celem jest promocja wakacji w Polsce przed sezonem letnim. „Hotelarz” jest patronem branżowym kampanii.

– Chcemy pokazać polską turystykę taką, jaka jest dzisiaj: dynamicznie rozwijającą się, nowoczesną i bezpieczną. Polska ma bardzo dobrą ofertę hotelową, wysoki poziom usług i coraz mocniejszą pozycję jako kierunek wypoczynkowy. Poprzez kampanię i przygotowane spoty będziemy promować wypoczynek w Polsce także za granicą, m.in. we Włoszech i Hiszpanii – mówiła Elżbieta Lendo, prezes Fundacji Polskie Hotele Niezależne.

Zderzenie tych działań z dopłatami do wakacji w Albanii pokazuje zasadniczą różnicę w logice wydawania publicznych pieniędzy. Bony turystyczne i kampanie krajowe mają ściągać popyt do polskich regionów. Dopłaty do czarterów wakacyjnych za granicę działają odwrotnie, pomagają sfinansować wyjazd, którego główny efekt gospodarczy pojawia się poza Polską.


Lotnisko czy turystyka?

Lubuskie od lat wspiera funkcjonowanie lotniska Zielona Góra-Babimost poprzez działania promocyjne. Według Rynku Lotniczego w 2026 r. samorząd dotuje m.in. regularne rejsy PLL LOT do Warszawy oraz czartery do Egiptu. Łączne wydatki na tego typu działania mają przekroczyć 33 mln zł.

Dopłaty do regionalnych portów lotniczych od lat są jednym z najbardziej dyskusyjnych instrumentów polityki transportowej i promocyjnej samorządów. Choć w założeniu mają poprawiać dostępność komunikacyjną regionów i budować ich rozpoznawalność, to jednak część z nich służy przede wszystkim finansowaniu ruchu wylotowego, wakacyjnego albo zarobkowego, a więc ułatwia mieszkańcom wyjazd z regionu, zamiast przyciągać do niego nowych gości.

O ile w przypadku połączeń regularnych argumentem może być dostępność transportowa regionu, to przy czarterach wakacyjnych sytuacja jest inna. Nie chodzi tu o otwarte połączenie lotnicze, lecz o pakiet turystyczny sprzedawany przez touroperatora, którego ekonomiczny efekt w znacznej części powstaje poza krajem.

To zasadnicza różnica wobec programów promocyjnych prowadzonych przez wiele państw i regionów turystycznych za granicą. Ich celem jest ściągnięcie turystów, zwiększenie liczby noclegów, wydatków na miejscu i wpływów podatkowych. W tym przypadku mechanizm działa odwrotnie: publiczne pieniądze mają wspierać wyjazd turystów z Polski i konsumpcję usług turystycznych w innym kraju.

W czasie, gdy krajowy sektor noclegowy zabiega o utrzymanie popytu i rentowności, publiczne dopłaty do wyjazdów zagranicznych trudno uznać za działanie wzmacniające polską gospodarkę turystyczną.


(ZS)



Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *