Choć FIFA informuje o sprzedaży ponad 5 mln biletów na mecze World Cup 2026 w USA, Kanadzie i Meksyku, amerykańskie hotele nie widzą jeszcze efektu, jakiego spodziewano się po największym mundialu w historii. Według American Hotel & Lodging Association blisko 80 proc. ankietowanych hotelarzy w miastach-gospodarzach w USA raportuje tempo rezerwacji poniżej pierwotnych prognoz. Problemem są wysokie ceny biletów, bariery wizowe, napięcia geopolityczne, koszty podróży oraz odwołane bloki pokoi FIFA.

Donald Trump, komentując ceny biletów na mecze mundialu w USA, powiedział „New York Post”, że sam nie zapłaciłby czterocyfrowych kwot za wejściówki. Jak relacjonował „The Guardian”, chodziło m.in. o bilety na mecz otwarcia reprezentacji USA z Paragwajem, których cena bazowa w jednej z kategorii miała wynosić 1 120 dol. Dodał też, że chciałby, aby na mecze mogli pójść jego wyborcy z Queens i Brooklynu.
Ci z cieńszym portfelem będą mieli problem nie tylko z kupieniem biletu, ale również z udźwignięciem całego kosztu wyjazdu, od przelotu i transportu po nocleg w jednym z miast-gospodarzy.
Bilety się sprzedają, hotele czekają
Według Hotel Dive, mimo sprzedaży ponad 5 mln biletów na mecze, prawie 80 proc. amerykańskich hotelarzy ankietowanych przez AHLA wskazuje, że rezerwacje przebiegają poniżej pierwotnych prognoz. Badanie objęło hotelarzy z 11 amerykańskich rynków gospodarzy mundialu.
AHLA wskazuje trzy główne przyczyny słabszego popytu: bariery w podróżach międzynarodowych, odwoływanie lub uwalnianie wcześniej zarezerwowanych bloków pokoi przez FIFA oraz rosnące koszty operacyjne. W raporcie pojawiają się też koszty pracy, ubezpieczeń i mediów, które ograniczają zdolność hoteli do traktowania mundialu jako prostego, wysokomarżowego szczytu popytowego.
Szczególnie ważny jest udział gości zagranicznych. Około 65–70 proc. respondentów AHLA wskazało, że bariery wizowe i szersze napięcia geopolityczne istotnie ograniczają popyt międzynarodowy. To problem, ponieważ według U.S. Travel Association zagraniczni goście mundialowi deklarują wydatki przekraczające 5 tys. dol. na osobę, czyli ok. 1,7 razy więcej niż typowy zagraniczny turysta odwiedzający USA.
Nie każdy rynek zyskuje tak samo
Z raportu AHLA wynika, że sytuacja różni się mocno w zależności od miasta. Najsłabiej wypada Kansas City, gdzie 85–90 proc. respondentów wskazało tempo rezerwacji poniżej oczekiwań, nawet względem typowego czerwca lub lipca bez dużego wydarzenia.
W Los Angeles ok. 65–70 proc. hotelarzy raportuje rezerwacje poniżej prognoz, często na poziomie typowego lata lub nawet niżej. W Nowym Jorku około dwie trzecie respondentów mówi o słabszym od oczekiwanego popycie, choć nadal zbliżonym do normalnego sezonu letniego. Dallas i Houston także notują rezerwacje poniżej założeń mundialowych, bardziej zbliżone do standardowego czerwca lub lipca niż do efektu wielkiego wydarzenia sportowego.
Lepiej wygląda Miami. Tam około 55 proc. respondentów raportuje tempo rezerwacji powyżej oczekiwań i typowych letnich benchmarków. Według AHLA zyskują przede wszystkim te rynki, które mają silny bazowy popyt leisure lub potwierdzone bazy drużyn. Innymi słowy, sam stadion i kalendarz meczów nie wystarczą. Liczy się całe otoczenie popytowe: połączenia lotnicze, atrakcyjność miasta, baza turystyczna i zdolność do zatrzymania gościa na dłużej.
Problemy z anulacjami FIFA
Istotnym elementem jest także mechanizm wcześniejszych bloków pokoi. Według AHLA nadmierne zakontraktowanie pokoi na potrzeby FIFA stworzyło na początku sztuczny sygnał wysokiego popytu, który później został skorygowany. Około połowa respondentów w miastach-gospodarzach raportowała materialne uwolnienie wcześniej zablokowanych pokoi.
Polscy hotelarze przerabiali ten mechanizm już przy Euro 2012. Wtedy także sama obecność turnieju i wcześniejsze zabezpieczanie pokoi pod organizatorów, drużyny i oficjalnych gości budowały oczekiwanie wyjątkowego popytu. Dopiero bliżej wydarzenia okazywało się, które rezerwacje są biznesem, a które tylko technicznym buforem tworzonym przez organizatorów i ich operatorów. To ten sam problem, który dziś wraca w USA: wielkie wydarzenie nie zawsze oznacza automatycznie pełne hotele, jeśli zakontraktowane wcześniej pokoje nie zamieniają się w finalne, płatne pobyty.
Wysokie ceny mogą ograniczyć efekt hotelowy
Problemem nie są wyłącznie hotele. Wysokie ceny biletów, drogie przeloty, mocny dolar i koszty podróży wewnątrz USA mogą ograniczać liczbę gości zagranicznych lub skracać ich pobyty. Hotel Dive, powołując się na raport AHLA, wskazuje, że USA są droższym kierunkiem niż podczas poprzednich turniejów.
W tym kontekście wypowiedź Trumpa o biletach za ponad 1 tys. dol. pokazuje napięcie między komercyjną logiką organizatora a interesem szeroko rozumianej gospodarki turystycznej. Jeśli ceny wejściówek i koszty przyjazdu wypychają część kibiców z rynku, hotelarze niekoniecznie skorzystają na samym fakcie, że turniej odbywa się w ich kraju.
AHLA ostrzega też przed dodatkowymi kosztami nakładanymi lokalnie. Organizacja sprzeciwia się podwyżkom podatków i opłat w ostatniej chwili, m.in. w obszarze wiz, transportu oraz lokalnych obciążeń hotelowych.








Dodaj komentarz