Obecny czas cechuje duża niepewność. Z jednej strony mamy dość wysokie obłożenie w obiektach wypoczynkowych związane z sezonem wakacyjnym, z drugiej jednak są istotne obawy o to, co przyniesie jesień i zima, a tutaj niestety trudno o pozytywy. Goście indywidualni wstrzymują się z rezerwacjami, wyczekując na rozwój wypadków i dalsze działania w skali makro. Wyraźnie widać tendencje do ostrożnego gospodarowania środkami i wyczekiwanie na wrzesień - mówi w najnowszym "Hotelarzu" Elżbieta Lendo, prezes Harmony Polish Hotels.

Hotele w dużych miastach uzależnione od gościa z zagranicy przechodzą obecnie ekstremalnie trudny czas. Sytuacja wakacyjna obiektów kurortowych może stwarzać zupełnie mylne wrażenie, że odrobiły straty. Nic bardziej mylnego – nie odrobimy strat z wiosny, bo nasze usługi nie są produktem, który można magazynować.
Dla hotelarzy, tak jak dla innych przedsiębiorców, kluczowe znaczenie ma względna stabilizacja w całym sektorze gospodarczym, ale i porządek związany z kulturą legislacyjną i prawną. Hotelarstwo jest mocno uzależnione od funkcjonowania całej gospodarki i jej wskaźników zarówno makroekonomicznych, jak i mikroekonomicznych, a przede wszystkim od nastrojów konsumentów. Brak jednoznacznych informacji dotyczących planowanych działań na jesień jest dla naszego sektora paraliżujący w obszarze gości indywidualnych, ale przede wszystkim w obszarze MICE. Trwający okres wyczekiwania na to, co przyniesie jesień i czy powtórzy się zamykanie gospodarki, potęguje niepewność i utrudnia całej branży podejmowanie decyzji.
Widzimy, że sektor biznesowy ograniczył imprezy wyjazdowe niemal do minimum. Organizacje tradycyjnych konferencji, szkoleń i integracji przeszły bardzo dużą metamorfozę i zaryzykuję twierdzenie, że z produktu masowego, którym były ostatnio, wracają znowu do formuły ekskluzywnej, która dominowała prawie dekadę temu. Konferencje i spotkania niższych szczebli przeniosły się do zdalnej rzeczywistości. Trudno jeszcze ocenić, czy ta tendencja utrzyma się przez dłuższy czas, ale stanowi ona niewątpliwy problem dla całej branży obsługującej sektor MICE.
Od początku lata obserwujemy, że grupy zorganizowane są niewielkie, kameralne i mocno skupione na bioasekuracji. Można powiedzieć, że obecnie większe znaczenie dla grup zorganizowanych ma zapewnienie przez obiekt jak najwyższego poziomu bezpieczeństwa aniżeli liczba gwiazdek, jakie obiekt posiada.
A jednocześnie żyjemy obecnie w czasie pełnym paradoksów, zagrożeń ale i szans. Każdy kryzys to czas zmian i reorganizacji gospodarki. Można przyjąć założenie, że swoją sytuację ekonomiczną szybciej odbudują małe hotele nastawione na gości krajowych niż hotele w dużych polskich miastach, które w dużej mierze są uzależnione są gości zagranicznych.
Czeka nas trudny czas zmian i restrukturyzacji naszego sektora gospodarki. Sektor turystyczny powoli i z wielkim trudem będzie się odbudowywał. Wiele zależy od postawy konsumentów, możliwości wyjazdu i przyjazdu turystów w przyszłym roku na wakacje i wycieczki. Jednocześnie istotne jest wsparcie ze środków publicznych branży i zmiana spojrzenia na sektor, który generuje znaczny udział w PKB. Należy uczciwie sobie odpowiedzieć na pytanie: co i jak ratujemy? Czy ratować obecne struktury rynkowe, czy też budować na popiołach od nowa? Co jest bardziej ekonomiczne? Na to już odpowiedzieć muszą politycy.
Pełna treść rozmowy w najnowszym "Hotelarzu", którego prenumeratę zamówić można TUTAJ.









Dodaj komentarz