– Jestem za tym, żeby ten rynek ucywilizować, nawet swoim własnym kosztem, żeby nie rozwijał się bez żadnych regulacji – mówił Jan Wróblewski, współzałożyciel Zdrojowa Invest & Hotels, podczas panelu „Nowe regulacje: przyszłość rynku condo i najmu krótkoterminowego w świetle zmian prawnych”, który jest tematem numeru najnowszego „Hotelarza”. Jego zdaniem uporządkowanie najmu krótkoterminowego i rynku condo leży w długofalowym interesie branży, nawet jeśli oznacza ograniczenie tempa rozwoju części inwestycji.

Na pytanie prowadzącego dyskusję Igora Sokołowskiego z Polsat News o to, czy najem krótkoterminowy jest konkurencją dla hoteli, Wróblewski odpowiedział, że są to częściowo odmienne segmenty rynku, oferujące inny zakres usług. Podkreślił jednak, że branża hotelarska nie domaga się eliminowania najmu krótkoterminowego, lecz objęcia go jasnymi zasadami.
– My jako branża hotelarska nie jesteśmy przeciwni najmowi krótkoterminowemu, tylko jesteśmy za tym, żeby był uregulowany, żeby warunki były takie same dla wszystkich. Teraz często jest tak, że jeżeli ktoś nie jest zarejestrowany, to nie płaci podatku i to jest już nieuczciwa konkurencja. Po drugie, pojawiają się konflikty społeczne z mieszkańcami. My w hotelu musimy dbać o to, żeby był utrzymany porządek, spokój, żeby nie było konfliktu z sąsiednimi budynkami. I to samo jest oczekiwane od sąsiadów, którzy wynajmują mieszkania w najmie krótkoterminowym – mówił.
„Czasy wolnej amerykanki się skończyły”
Wróblewski argumentował, że swobodny rozwój podaży nie zawsze prowadzi do poprawy wyników turystyki. Jego zdaniem nadmierna urbanizacja kurortów może obniżać ich atrakcyjność, pogarszać warunki życia mieszkańców i w dłuższej perspektywie uderzać również w samych inwestorów.
– Czasy wolnej amerykanki się skończyły. Nie chodzi tylko o to, żeby mieć najwyższy wzrost gospodarczy, najwyższe PKB, ale też o to, żeby wszystkim się dobrze mieszkało. I chodzi tu zarówno o mieszkańców, jak i inwestorów, żeby nie było tych konfliktów, bo potem to wszystko tworzy złą atmosferę i powoduje, że gorzej się żyje i gorzej wypoczywa – przekonywał.
Jak wskazywał, zaakceptowanie określonych ograniczeń nie musi być wyłącznie kosztem ponoszonym przez branżę. Może również chronić wartość miejscowości turystycznych i wyniki działających w nich obiektów.
– Ja jako przedstawiciel branży hotelarskiej, a w pewnym sensie także deweloperskiej, jestem za tym, żeby ten rynek ucywilizować, nawet swoim własnym kosztem, żeby nie rozwijał się bez żadnych regulacji, bo w długiej perspektywie to będzie dla branży lepsze. Po prostu będziemy osiągali dzięki temu lepsze wyniki, ponieważ Polska będzie lepszym krajem dla turystyki – mówił.
Kurort nie może stać się zabetonowanym miastem
Współzałożyciel Zdrojowa Invest & Hotels zwracał uwagę, że problem przeurbanizowania dotyczy przede wszystkim miejscowości wypoczynkowych, których podstawowymi zasobami pozostają krajobraz, przyroda i przestrzeń.
– Mówię i o miastach, i o kurortach, które nie mogą być przeurbanizowane, bo przecież przyjeżdżamy do kurortów po to, żeby skorzystać z natury i przyrody, żeby odpocząć, a nie do zabetonowanego miasta. I ja jestem gotowy się samoograniczyć i rozwijać mniej ekstensywnie w imię tego, żeby to lepiej funkcjonowało – deklarował.
Jako przykład wskazywał włoskie wybrzeże Adriatyku, gdzie intensywna zabudowa przełożyła się, jego zdaniem, na niższą atrakcyjność i słabszą pozycję cenową części miejscowości.
– W tej przeurbanizowanej części ceny są dużo niższe, jest mniej popularna i mniej atrakcyjna, bo ludzie w większości, gdy przyjeżdżają w celach turystycznych, chcą po prostu odpocząć bez tego overtourismu. I to jest po prostu obiektywne, że taka turystyka jest lepsza – mówił.
„Nie obawiamy się dialogu z samorządem”
Odnosząc się do planowanych zmian dotyczących wyodrębniania lokali w budynkach usługowych, Wróblewski przekonywał, że regulacje nie muszą oznaczać zablokowania nowych inwestycji ani projektów realizowanych w zabytkach.
– Jako duży przedsiębiorca z branży hotelarskiej, który dysponuje 2,5 tys. pokoi i kilkunastoma hotelami, uważam, że to powinno być regulowane. Po pierwsze, tak jak mówiłem, zrównoważona turystyka lepiej się sprzedaje i osiąga lepsze wyniki, nie ma konfliktów, lepiej się wypoczywa – mówił.
Wróblewski nie podzielał argumentu, że nowe przepisy zasadniczo utrudnią rewitalizację obiektów zabytkowych.
– My mamy kilka obiektów zabytkowych i nie uważam, żeby te regulacje miały na nas jakiś zasadniczy wpływ. Nie obawiamy się dialogu z samorządem – podkreślał.
Według przytoczonych przez niego danych w Polsce działa około 2,5 tys. hoteli, z czego 80 proc. znajduje się w rękach polskich inwestorów, a obiekty condo stanowią około 4 proc. rynku. Na tej podstawie oceniał, że wpływ regulacji dotyczących tego segmentu na całe hotelarstwo będzie ograniczony.
– Jeżeli inwestycja nie będzie przeurbanizowana, przeskalowana, nie będzie obciążała zbytnio infrastruktury i będzie spójna z wizją rozwoju danego kurortu i z interesami mieszkańców, to będzie mogła być realizowana – przekonywał.
Nabywcy lokali condo także wymagają ochrony
Wróblewski zwracał również uwagę na konsekwencje nieudanych projektów condo dla indywidualnych nabywców. Według przedstawionych przez niego szacunków około 2 tys. osób miało stracić pieniądze lub zetknąć się z problemami, takimi jak niedokończenie inwestycji czy niewypłacanie deklarowanych czynszów.
– Wielokrotnie zastanawialiśmy się, jakie jest rozwiązanie, żeby nie było tylu problemów z condo, bo nie wiem, czy państwo wiedzą, ale już 2 tys. ludzi w Polsce straciło swoje pieniądze na condo, miało różnego typu problemy, budynki nie zostały zrealizowane, nie były płacone czynsze. Mówię o setkach milionów złotych, które ludzie stracili. Dlaczego nie dać samorządom wpływu na te inwestycje? – pytał.
Zgoda rady gminy jako potencjalnie kontrowersyjny element
Na pytanie Igora Sokołowskiego, dlaczego proponowane zmiany nie budzą jego sprzeciwu, mimo że prowadzi działalność w tej samej branży co krytykujący regulacje Władysław Grochowski, Wróblewski wskazał jeden element, który może wymagać szczególnej uwagi.
– Według mnie tak naprawdę w tych dwóch ustawach jest tylko jedna kwestia potencjalnie kontrowersyjna – zgoda rady gminy. Jeżeli inwestycja jest rozsądna, to na jakiej zasadzie rada gminy miałaby się na nią nie zgodzić. Oczywiście, jeżeli jest sprzeczna z interesem gminy, samorządu i mieszkańców, to nie powinna powstać. W związku z tym nie widzę problemu, dlaczego dla jakiegokolwiek inwestora to miałoby być niekorzystne – mówił.
Nie podzielał również obaw, że decyzje lokalnych władz będą podejmowane poza kontrolą mieszkańców.
– Czasy się zmieniły i nie jest już tak, że radni są w stanie podejmować jakieś decyzje poza mieszkańcami i wbrew mieszkańcom. Mamy społeczeństwo obywatelskie, mieszkańcy interesują się sprawami swoich gmin i patrzą radnym na ręce. Jak jest projekt dobrze ułożony i wpisuje się w rozwój danej gminy, to mieszkańcy go popierają – przekonywał.
W pełnym zapisie panelu w najnowszym „Hotelarzu” Jan Wróblewski szerzej mówi o relacjach między hotelami a najmem krótkoterminowym, skutkach nadmiernej urbanizacji kurortów, odpowiedzialności inwestorów za kształt miejscowości turystycznych, problemach nabywców lokali condo oraz o tym, dlaczego większy wpływ samorządów nie musi oznaczać zahamowania rozsądnie przygotowanych inwestycji.
W panelu moderowanym przez Igora Sokołowskiego z Polsat News, poza Janem Wróblewskim, udział wzięli Daria Gosek-Popiołek, posłanka Nowej Lewicy i kandydatka tej partii na prezydenta Krakowa, Dominik Borek, dyrektor Departamentu Turystyki w Ministerstwie Sportu i Turystyki, Władysław Grochowski, właściciel i prezes Grupy Arche, oraz Bartosz Kijewski, radny Świeradowa-Zdroju i prezes Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Gór Izerskich Flins.










Dodaj komentarz