Prezes Arche, Władysław Grochowski, odpowiada na zarzuty tygodnika „Sieci”, że wbrew swoim deklaracjom Grupa Arche korzysta ze wsparcia publicznego, deklaruje, że będzie walczył o uchwalenie prawa zwalniającego inwestorów obiektów zabytkowych z podatku od nieruchomości w początkowym okresie po zakupie, opowiada o postępach prac przy dwóch największych inwestycjach w Bytomiu – która nie budzi kontrowersji, i w Konstancinie – która je budzi, a Arche musi się mierzyć z pierwszym poważniejszym problemem wizerunkowym

"HOTELARZ": W publikacji „Filantrop i jego moloch” tygodnika „Sieci”, omówionej w serwisie www.e-hotelarz.pl, pojawia się stwierdzenie, że wbrew deklaracjom, iż jest Pan przeciwny publicznemu rozdawnictwu pieniędzy, Arche hojnie korzysta z publicznego wsparcia, choćby w latach 2000-2025 w wysokości 182 mln zł brutto. Jak by Pan to skomentował?
Władysław Grochowski: Że w tej sumie zawarte są m.in. gwarancje BGK na kredyty w czasie pandemii, niezależne od nas, bo były one przyznawane z automatu w ramach ustawy, a my i tak z nich nie korzystaliśmy, bo mamy zabezpieczenie. Ale przede wszystkim zaliczono w to też pieniądze z finansowanego przez Unię Europejską Funduszu Sprawiedliwej Transformacji na wsparcie regionów węglowych najbardziej dotkniętych skutkami transformacji energetycznej, które pozyskaliśmy na rewitalizację Elektrociepłowni Szombierki w Bytomiu, z którego jeszcze nie uzyskaliśmy złotówki. Mam nadzieję, że po Nowym Roku otrzymamy pierwszą transzę, ale informowaliśmy oficjalnie o pozyskaniu tego wsparcia na dwa projekty, łącznie w wysokości ok. 130 mln zł, a wręcz się tym chwaliliśmy. Cała inwestycja w Szombierki wyniesie ok. 500 mln zł. Walczyliśmy o to, żeby nie została zburzona albo się nie spaliła, jak wiele obiektów zabytkowych i nikt za to nie odpowiada. Ja te zabytki czuję, jestem propaństwowcem, a system nie jest w stanie wielu rzeczy dopilnować, państwo czasem jest bezradne w swoich procedurach, więc staramy się mimo wszystko coś zrobić.
Natomiast poza tymi funduszami europejskimi, licząc od roku 2000 r., czyli przez ćwierć wieku, to „wsparcie publiczne” wyniosło nieco ponad 13 mln zł, z tego ok. 10 mln zł to jest zwolnienie z podatku od nieruchomości w Cukrowni Żnin, bo pod takim warunkiem kupiony był ten obiekt, w który potem zainwestowaliśmy ponad 100 milionów i inwestujemy dalej. To była uchwała rady gminy za zainwestowanie środków i zatrudnienie ludzi, a nie specjalne zwolnienie dla nas, bo byłoby ono dla każdej firmy, która by podjęła działalność na terenie gminy Żnin. Tam zresztą też staraliśmy się o dotację unijną w wysokości 35 mln zł, ale jej nie uzyskaliśmy, bo okazało się, że jesteśmy dużą firmą, ale poradziliśmy sobie bez niej. W Łodzi uzyskaliśmy ok. 0,5 mln zł zwolnienia z podatku od nieruchomości za remont elewacji Fabryki Papierosów, co też było normalną procedurą, niezależną od nas.
Jeśli chodzi o zwolnienia z podatków od nieruchomości zabytkowych to mogę zadeklarować, że jest to dla nas bardzo istotne i będziemy walczyli, żeby inwestorzy nie musieli go płacić w okresie początkowym po zakupie. Bardzo często kupujemy obiekt i czekamy pięć czy więcej lat na pozwolenia, a podatek trzeba płacić cały czas. Gdy podejmujemy działania, żeby zmienić funkcje na komercyjnie, to czasami pojawiają się spory o interpretacje, co jeszcze bardziej wydłuża proces. I tracimy zabytki, to dlatego tak często są te różne katastrofy budowlane i pożary. I tu wracamy do naszej propozycji ustawy o ratowaniu zabytków, żeby przez 10 lat po zakupie były zwolnione z podatku od nieruchomości, albo choć pięć lat to też byłby gest jako zachęta.
Jeśli chodzi o wsparcie publiczne to jeszcze ok. 1,3 mln zł to łączna dotacja z tytułu zatrudnienia osób pozbawionych wolności na zakup sprzętu dla tych kilkudziesięciu ludzi. I po wydaniu pieniędzy, dostajemy zwrot. Zresztą będzie on coraz większy, bo będziemy ten projekt rozwijali, teraz objęliśmy tym programem kolejny zakład karny w Łowiczu.
Szombierki to jeden z największych projektów Arche. Co się obecnie dzieje przy tej inwestycji?
Inwestycja idzie, tylko na razie za własne pieniądze. Prowadzone są roboty przygotowawcze, są przetargi na poszczególne zakresy robót, czekamy na pierwsze, na razie niewielkie, pieniądze z Funduszu. Pierwsza dotacja przeznaczona jest głównie na infrastrukturą sportową i rekreacyjną, druga również na hotel z ok. 200 pokojami, który tworzy miejsca pracy. Ale tam jest łącznie ok. 40 tys. m kw. powierzchni użytkowej starej substancji, więc bardzo dużo przestrzeni przeznaczone będzie pod gastronomię, pod konferencje, pod kulturę, rzemiosło, sport, rekreacje, przeróżne boiska, baseny, cała przestrzeń stworzona będzie pod nowe życie. Planujemy też rozbudowę o nową substancję hotelową, mieszkaniową, usługi.
Kiedy ta część hotelowa miałaby zostać uruchomiona?
My mamy tam konkretnie określone, krótkie terminy w związku z pozyskaniem funduszy europejskich. Przy pierwszej, mniejszej dotacji mamy czas do końca 2026 roku, a przy drugiej, do końca 2027 roku, więc te założenia dotyczące starej zabudowy muszą być w tym czasie zrealizowane. To są wariackie terminy. Dlatego mam tam najlepszego kierownika projektów, to znaczy mam paru świetnych kierowników, nie będę określał, który jest najlepszy, w każdym razie jest tam jeden z najlepszych, może tak.
Inwestycja w Bytomiu nie budzi kontrowersji, natomiast budzi je inwestycja w Konstancinie, a konkretnie skala drugiego etapu mieszkaniowego. To inwestycja, która w całej Pana dotychczasowej karierze deweloperskiej wzbudza największe emocje lokalnej społeczności i sprawia największy problem wizerunkowy?
Wbrew temu, jak wydawałoby się z zewnątrz, absolutnie nie. Kupowałem tę nieruchomość ze świadomością ryzyka, że to może bardzo długo czekać, że może nie wyjść. Ale tam już trwają bardzo intensywnie prace w pierwszym etapie przy ponad 30 tys. m kw. substancji zabytkowej, której nie zdążono wyburzyć, gdzie powstanie m.in. hotel. Chcemy też zbudować w tym etapie ok. 500 mieszkań, żeby stworzyć kawałek miasta. To już będzie nas cieszyło i nam wystarczy na ten moment. Wystąpiliśmy też o pozwolenie na drugi etap tylko z tego powodu, że 30 czerwca kończy się lex deweloper, a tam plany ogólne czy zintegrowane praktycznie nie dopuszczały zabudowy mieszkaniowej, mimo że miasto się wyludnia, więc podjęliśmy próbę.
I to właśnie wzbudza kontrowersje, bo w tym etapie miałoby powstać ok. 2 tys. mieszkań.
Wzbudza, bo są różne grupy interesów. Jest dużo pozytywnych opinii, tylko wyrażanych może mniej oficjalnie. Ale ja lubię się mierzyć z różnymi sytuacjami. To jest powolne budowanie relacji, poznawanie się, pokazanie później tego, co zostało już zrobione i to nastawienie może się zmieniać. Nie oczekuję, że wszyscy będą nas od razu chwalić.
To na jakim etapie jest w takim razie ta inwestycja w Konstancinie?
Cały czas idzie praca w starej zabudowie, pracuje tam bardzo dużo ludzi, jest bardzo dobra organizacja. Mamy dwa i pół roku do oddania tej części inwestycji do użytkowania, nie licząc mieszkaniówki. Mamy tam przewidziane całościowe finansowanie dużego banku spoza Polski, jeszcze niepodpisane, ale wszystko jest na dobrej drodze. Dla niego jest to zupełnie nowy projekt rewitalizacji, ale jest w to bardzo zaangażowany i później chce powtarzać finansowanie takich projektów. Dla nich to jest nowość, że robimy takie rewitalizacje, jednocześnie też społeczne, bo aktywizujemy całe społeczności lokalne, a to nie jest takie oczywiste. Dlatego też ten bank chce to finansować również ze względów wizerunkowych. My zresztą nigdy nie mieliśmy problemów z finansowaniem takich nieoczywistych inwestycji. Mamy problemy z procedurami, z różnymi grupami interesów itd. Ale każdy kolejny projekt ułatwia nam działanie, gdy budujemy tę skalę. Jest dużo relacji między różnymi ludźmi i to jest nam bardzo potrzebne i bardzo cieszy. Polski biznes jest zdrowy, naprawdę imponujący, idzie jak burza, mimo że przeczołgiwany przez przeregulowane procedury.









Dodaj komentarz