Rządowy projekt miał uporządkować najem krótkoterminowy, wprowadzić obowiązkowy rejestr lokali i ograniczyć szarą strefę. Zamiast tego wywołał najpoważniejszy dotąd spór polityczny wokół tego rynku. Powodem stało się usunięcie z projektu przepisów pozwalających gminom tworzyć strefy ograniczające najem oraz dających mieszkańcom większy wpływ na prowadzenie takiej działalności w budynkach mieszkalnych.

Rozwiązania te przez wiele miesięcy znajdowały się w projekcie przygotowywanym przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Resort bronił ich podczas konsultacji, ale przed przyjęciem projektu przez rząd zostały wykreślone. Pozostały Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych, numery identyfikacyjne ofert, kary za brak rejestracji, regulaminy porządkowe oraz możliwość kontroli lokali.
Zmiana wywołała otwarty konflikt wewnątrz koalicji. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nazwała przyjęty dokument „najgorszą ustawą, jaka wyszła z tego rządu” i zapowiedziała poprawki przywracające uprawnienia samorządów oraz mieszkańców. Władysław Kosiniak-Kamysz i odpowiedzialny za projekt wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś zaczęli publicznie bronić przyjętej wersji. Przekonywali, że nowe przepisy pozwolą eliminować uciążliwe lokale, a dalej idące ograniczenia uderzyłyby w polskie rodziny korzystające z tańszej alternatywy dla hoteli.
W kolejnych wywiadach Raś mówił o 6,1 mln polskich rodzin korzystających z najmu krótkoterminowego. Kosiniak-Kamysz pytał natomiast, dlaczego krytycy atakują ten rynek, a nie branżę hotelarską.
Spór szybko wykroczył poza ocenę samej ustawy. Jan Śpiewak zapytał publicznie, czy stanowisko Rasia może mieć związek z działalnością jego żony na rynku nieruchomości. Wiceminister zapowiedział pozew wobec jednego z ekspertów mówiących o lobbingu. Warto więc oddzielić zarzuty personalne od twierdzeń możliwych do sprawdzenia na podstawie danych i treści projektu.
Była żona nie jest dowodem lobbingu
Jan Śpiewak opublikował informacje o Marcie Porębskiej-Raś, agentce nieruchomości, której firma oferuje również lokale przedstawiane jako nadające się do najmu krótkoterminowego. Aktywista zapytał wiceministra, czy jest to jego żona i czy tłumaczy to jego stanowisko wobec rynku.
Ministerstwo Sportu i Turystyki odpowiedziało, że wskazana osoba nie jest żoną Ireneusza Rasia. Wirtualna Polska ustaliła, że jest jego byłą żoną, z którą polityk od lat nie pozostaje w związku. Redakcja nie znalazła dowodu, aby miała ona wpływ na kształt ustawy. Raś mówił o „hejcie” wobec rodziny i apelował, aby nie wciągać jej do politycznego sporu.
W „Debacie Gozdyry” wiceminister zapowiedział pozwanie jednego z ekspertów zarzucających PSL reprezentowanie interesów lobby. Nie podał nazwiska. Śpiewak uznał, że zapowiedź dotyczy jego, i odpowiedział, że jest gotowy spotkać się z Rasiem w sądzie.
Nie ma zatem podstaw do stawiania tezy, że projekt pisano „pod rodzinę” wiceministra. Zbieżność nazwiska i działalność byłej żony nie są dowodem konfliktu interesów. Nie zamyka to jednak pytań o sposób przygotowania ustawy.
MSiT przez wiele miesięcy broniło prawa gmin do wyznaczania stref, a następnie wykreśliło je przed przyjęciem projektu przez rząd. Z raportu konsultacji wynika, że usunięcia stref domagało się m.in. Airbnb, podczas gdy postulaty organizacji hotelarskich, samorządów i miast turystycznych zostały w znacznej części odrzucone. Nie przesądza to o lobbingu, ale uzasadnia oczekiwanie, że resort przedstawi merytoryczne podstawy zmiany stanowiska.
Sześć milionów pobytów zamieniło się w sześć milionów rodzin
Znacznie łatwiejsze do zweryfikowania są dane, którymi Raś uzasadnia swoje stanowisko wobec najmu krótkoterminowego.
W oficjalnym komunikacie MSiT z 15 kwietnia wiceminister stwierdził, że „60 proc. polskich rodzin korzysta na terenie Polski z najmu krótkoterminowego” oraz że są to rodziny wielodzietne, których nie stać na hotel w Krakowie, Sopocie czy Warszawie. W Radiu ZET mówił nieco inaczej: że 60 proc. osób korzystających z tej formy zakwaterowania stanowią polskie rodziny, w tym wielodzietne. Z kolei w Radiu Kraków przekonywał, że w 2025 r. z najmu krótkoterminowego skorzystało 6,1 mln polskich rodzin.
To trzy różne twierdzenia i żadnego z nich nie potwierdzają publicznie dostępne dane.
Liczba zbliżona do 6 mln rzeczywiście występuje w statystykach Eurostatu. W 2025 r. w Polsce odnotowano 5 960 123 pobyty zarezerwowane za pośrednictwem Airbnb, Booking i Expedii. Nie była to jednak liczba turystów ani rodzin, lecz pobytów. Jeden pobyt może obejmować kilka osób, a ta sama osoba lub rodzina może zostać w ciągu roku policzona wielokrotnie, jeżeli dokonała kilku rezerwacji.
Co więcej, 5,96 mln obejmuje zarówno gości krajowych, jak i zagranicznych. Pobytów osób mieszkających w Polsce było 4 072 763. Nawet przy całkowicie nierealnym założeniu, że za każdym z nich stała inna rodzina, z tych danych nie da się uzyskać 6,1 mln polskich rodzin.
Sposób wyliczenia liczby zbliżonej do 6 mln można odtworzyć na podstawie informacji Polskiego Instytutu Ekonomicznego. PIE podał, że w 2025 r. na tysiąc mieszkańców Polski przypadły 163 pobyty zarezerwowane przez platformy. Po przeliczeniu na liczbę ludności daje to około 5,96 mln, czyli wynik widoczny w bazie Eurostatu. Raś zamienił jednak pobyty najpierw w turystów, a następnie w rodziny.
Podobnie można wyjaśnić, skąd wzięło się powtarzane przez wiceministra 60 proc. W 2025 r. w obiektach rezerwowanych przez platformy odnotowano w Polsce 44 388 429 osobonoclegów. Z tego 27 228 482, czyli 61,3 proc., przypadły na gości mieszkających w Polsce. Jest to najbliższa publicznie dostępna statystyka odpowiadająca liczbie przywoływanej przez Rasia.
Udział krajowych osobonoclegów nie jest jednak udziałem polskich rodzin. Eurostat nie badał, czy osoby korzystające z noclegu były ze sobą spokrewnione, ile miały dzieci ani czy tworzyły rodzinę wielodzietną. Nie gromadził również informacji o ich dochodach i powodach wyboru apartamentu zamiast hotelu.
Metodologia Eurostatu pokazuje różnicę między tymi kategoriami na prostym przykładzie. Czteroosobowa rodzina wynajmująca apartament na trzy noce oznacza jeden pobyt, trzy wynajęte noce i 12 osobonoclegów. Żadna z tych wielkości nie jest równoznaczna z jedną rodziną w badaniu demograficznym.
W dokumentacji projektu, w tym w ocenie skutków regulacji, nie wskazano badania, które pozwalałoby ustalić, że większość użytkowników najmu krótkoterminowego stanowią rodziny wielodzietne albo że wybierają tę formę zakwaterowania, ponieważ nie stać ich na hotel.
Najbliższe tej narracji badanie zostało zamówione przez Airbnb i przeprowadzone przez Ipsos wśród 1500 rodziców z Polski, Czech i Węgier. Wynika z niego, że koszty są ważną barierą dla rodzinnych podróży. Jednocześnie 74 proc. badanych rodzin korzystało z hoteli lub resortów, a 65 proc. z całych mieszkań lub domów. Badanie opublikowano 30 kwietnia, a więc już po pierwszej oficjalnej wypowiedzi Rasia. Ono również nie potwierdza, że 60 proc. użytkowników najmu w Polsce to rodziny wielodzietne, których nie stać na hotel.
W wypowiedziach wiceministra prawdziwe są zatem jedynie liczby wyjściowe: około 6 mln pobytów platformowych i około 60 proc. osobonoclegów przypadających na gości krajowych. Nie wynika z nich jednak opowieść o 6 mln polskich rodzin wielodzietnych. Pobyty zostały zamienione w osoby, osoby w rodziny, rodziny w wielodzietne, a następnie przypisano im określoną sytuację materialną. Na żadnym z tych etapów Raś nie wskazał danych, które uzasadniałyby taki wniosek.
Rejestr będzie jawny. Wykreślenie nie będzie automatyczne
Raś i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz przekonują, że projekt daje mieszkańcom skuteczną ochronę. Kosiniak-Kamysz mówił w TVN24, że lokal notorycznie zakłócający ciszę nocną będzie wykreślany z rejestru. Raś w Polskim Radiu 24 przedstawił tę procedurę jako automatyczną decyzję, od której nie będzie odwołania.
Z projektu wynika bardziej złożony mechanizm. Mieszkańcy, wspólnoty i spółdzielnie będą mogli wystąpić do gminy o kontrolę, ale organ będzie mógł ją przeprowadzić – nie będzie miał takiego obowiązku. Jeżeli kontrola wykaże niespełnienie wymagań sanitarnych, przeciwpożarowych albo innych warunków ustawowych, wykreślenie będzie obowiązkowe.
Inaczej potraktowano „powtarzające się uchybienia w zakresie bezpieczeństwa i porządku publicznego”, do których może należeć regularne zakłócanie ciszy nocnej. W takim przypadku organ będzie mógł wykreślić obiekt, ale nie będzie musiał tego robić. Projekt nie określa wymaganej liczby ani charakteru naruszeń. W odpowiedziach na uwagi z konsultacji MSiT wyjaśniło, że będzie to każdorazowo ocena organu zależna od konkretnego stanu faktycznego.
Takie wykreślenie ma ponadto obowiązywać przez rok. Po tym czasie operator będzie mógł ponownie ubiegać się o wpis. Jak zauważył money.pl, projekt przewiduje więc dwa odrębne tryby postępowania, a wypowiedzi polityków łączą je w jedną, znacznie prostszą procedurę. Ustawa tworzy instrument reagowania na uciążliwe lokale, ale nie gwarantuje jego automatycznego zastosowania.
Osobna kontrowersja dotyczy jawności Centralnego Wykazu Turystycznych Obiektów Noclegowych. Rozpowszechniana w mediach społecznościowych grafika sugeruje, że wersja skierowana do Sejmu „wyłącza jawność rejestru”. To wniosek zbyt daleko idący.
Projekt nadal stanowi w art. 42 ust. 4: „Wykaz ten jest jawny”. Dodano jednak zastrzeżenie wyłączające z centralnej prezentacji dane określone w art. 44 ust. 3. Chodzi m.in. o godziny doby hotelowej i ciszy nocnej, indywidualny numer wpisany do regulaminu, imię, nazwisko i telefon osoby odpowiedzialnej za kontakt oraz zasady korzystania z obiektu. Informacje te mają być dostępne w regulaminie umieszczonym w lokalu, ale nie w publicznej części CWTON.

Grafika rozpowszechniana w mediach społecznościowych prawidłowo pokazuje ograniczenie zakresu publicznie prezentowanych informacji, ale błędnie przedstawia CWTON jako rejestr niejawny. Projekt nadal wprost stanowi, że wykaz jest jawny.
Nie usunięto więc publicznego rejestru, lecz ograniczono zakres widocznych w nim informacji. Z samej ustawy nie wynika przy tym precyzyjnie, czy publicznie prezentowane będą nazwa podmiotu prowadzącego obiekt i jego NIP. Ocena skutków regulacji zapowiada rozwiązanie zbliżone do obecnego Centralnego Wykazu Obiektów Hotelarskich, w którym takie dane są dostępne. Ostateczną odpowiedź przyniosą przepisy wykonawcze i sposób uruchomienia CWTON.
Nie oznacza to, że rejestr jest rozwiązaniem pozornym. Pozwoli ustalić skalę działalności, utrudni publikowanie niezarejestrowanych ofert i da podstawę do nakładania kar. Fundacja Polskie Hotele Niezależne również określała rejestr i walkę z szarą strefą jako konieczny pierwszy etap regulacji. Rejestr nie zastąpi jednak prawa gmin do reagowania na nadmierną koncentrację najmu ani skutecznej procedury ochrony mieszkańców konkretnych budynków.
Kosiniak-Kamysz pytał w TVN24, dlaczego Polska 2050 nie zabiega w podobny sposób o branżę hotelarską, a tak mocno „piętnuje” najem krótkoterminowy. Takie zestawienie pomija zasadniczą różnicę między oboma modelami. Hotele już działają w systemie ewidencji, zaszeregowania, wymagań sanitarnych, przeciwpożarowych i budowlanych oraz kontroli. Przedmiotem sporu jest to, na jakich zasadach porównywalna usługa noclegowa może być prowadzona w lokalu mieszkalnym, obok osób, które nie wybrały mieszkania w obiekcie turystycznym.
Argument o „lobby hotelarskim” jest tym mniej przekonujący, że w ostatecznej wersji projektu usunięto rozwiązanie postulowane przez samorządy i organizacje hotelarskie, a zgodne z uwagami Airbnb.
Ostateczny kształt przepisów rozstrzygnie się w Sejmie. Polska 2050 chce przywrócić prawo gmin do tworzenia stref oraz dać mieszkańcom możliwość decydowania o najmie w budynku. Podobne poprawki zapowiedziała Lewica. Poseł PiS Piotr Uściński ocenił, że kompetencje regulacyjne powinny otrzymać samorządy, choć oficjalne stanowisko klubu nie zostało jeszcze ustalone.
Jeżeli PiS poprze takie rozwiązanie, w Sejmie może powstać większość dla przywrócenia uprawnień gmin. Mniej pewna pozostaje zgoda na prawo wspólnot mieszkaniowych do zakazywania najmu krótkoterminowego w budynkach.










Dodaj komentarz