IHIF: prognozy do kosza, ale analitycy nie widzą załamania   ANALIZY I RAPORTY  ŚWIAT

Wojna z Iranem wywróciła do góry nogami część prognoz przygotowywanych jeszcze pod koniec lutego, ale z danych prezentowanych drugiego dnia IHIF EMEA w Berlinie płynie dość pozytywny obraz. Choć krótkoterminowo rynek musi mierzyć się z nową falą niepewności, wyższymi cenami ropy i zakłóceniami w ruchu lotniczym, to fundamenty popytu turystycznego nadal pozostają mocne. Taki był wspólny mianownik prezentacji STR, Tourism Economics i HotStats.


Aoife Roche, regional vice president EMEA w STR, przyznała, że po wybuchu wojny 28 lutego wcześniejsze prognozy stały się w dużej mierze nieaktualne. Nie zmienia to jednak faktu, że dane za ostatnie miesiące pokazują też bardziej odporne tendencje. W Europie nadal dobrze radzi sobie segment luksusowy, który podtrzymuje wzrost RevPAR dzięki wysokim stawkom ADR. Spośród 550 europejskich subrynków monitorowanych przez STR około połowa zanotowała w ciągu ostatniego roku wzrost RevPAR, a najsilniejsze wzrosty były dwucyfrowe.

Jednym z najmocniejszych przykładów pozostaje Mediolan, gdzie w lutym ADR osiągnął rekordowe 420 euro. Południe Europy nadal notuje z kolei najwyższe tempo wzrostu RevPAR w skali całego kontynentu. To ważny sygnał dla inwestorów, bo mimo geopolitycznych napięć i kosztowej presji część rynków nadal potrafi bronić stawek, a tym samym wyników przychodowych.


Bliski Wschód reaguje szybciej niż podczas pandemii

Znacznie bardziej nerwowo wyglądają dziś rynki Bliskiego Wschodu. Roche pokazała obraz wyraźnie spadającego obłożenia, choć zaznaczyła, że częściowo wpływały na to także tegoroczne daty Ramadanu. Sam konflikt okazał się jednak silnym czynnikiem rynkowym. W pierwszych dniach po 28 lutego obłożenie chwilowo wzrosło, bo część podróżnych utknęła w regionie i potrzebowała kilku dni, by go opuścić. Potem spadki przyszły szybko i według STR były ostrzejsze niż relatywne zjazdy obserwowane w czasie pandemii.

To nie zmienia oceny, że region ma zdolność do odbicia, gdy tylko wracają połączenia i słabną obawy o bezpieczeństwo. Kluczowe jest jednak to, jak długo potrwa okres zakłóceń. David Goodger, managing director EMEA w Tourism Economics, ocenił, że dla Bliskiego Wschodu konflikt może oznaczać utratę 56 mld dol. przychodów z podróży. Jeszcze na początku zakładano, że może to być kryzys liczony w tygodniach. Dziś scenariuszem bazowym stają się raczej dwa–trzy miesiące.


Europa może chwilowo skorzystać, ale rachunek i tak przyjdzie

Z punktu widzenia Europy nie jest to wyłącznie zła wiadomość. Goodger przypomniał, że duża część ruchu między Europą a Azją przechodzi przez huby w Zatoce, co oznacza, że zakłócenia obejmują średnio ok. 4 proc. europejskich podróży, a w przypadku Wielkiej Brytanii nawet 12 proc. Jednocześnie część tego popytu może pozostać w Europie, podobnie jak miało to miejsce przy wcześniejszych kryzysach w regionie MENA. Europa, która zazwyczaj notuje deficyt w relacjach podróżniczych z Azją, może więc krótkoterminowo zatrzymać więcej własnych podróżnych u siebie.

Ten efekt nie znosi jednak kosztów ubocznych. Tourism Economics zakłada, że ceny ropy mogą utrzymywać się przez resztę roku w przedziale 110–120 dol. za baryłkę, zanim zaczną spadać. To automatycznie oznacza droższe bilety lotnicze i większą presję inflacyjną. Prognoza inflacji dla strefy euro została już podniesiona z 2 do 3 proc. W praktyce oznacza to słabszą siłę nabywczą konsumentów i dodatkowy cios dla dochodów, także przez ograniczenie ruchu z Bliskiego Wschodu.

Mimo tego Goodger nie ogłasza załamania popytu. Jego zdaniem podróże leisure nadal utrzymują bardzo wysoki udział w strukturze konsumpcji, a to postpandemiczne przesunięcie nie znika. Konsumenci szukają dziś bardziej wartości niż bezwarunkowo niskiej ceny. Nie wydają bezrefleksyjnie, ale tam, gdzie uznają ofertę za uzasadnioną, nadal są gotowi płacić.


Przychody nie wystarczą, jeśli koszty rosną szybciej

Właśnie dlatego trzeci z prelegentów, Michael Grove, CEO HotStats, sprowadził rozmowę z powrotem do podstaw hotelowego rachunku wyników. Jego zdaniem nawet na rynkach, które dobrze bronią RevPAR-u, prawdziwe wyzwanie pozostaje po stronie kosztowej. W Europie wzrost kosztów pracy nadal ciąży wynikom, a wojna zwiększa ryzyko, że zamiast spodziewanego spadku kosztów energii rynek dostanie ich kolejny wzrost.

To szczególnie ważne, bo średni wzrost RevPAR w regionie w 2025 r. wyniósł około 2 proc., czyli za mało, by samodzielnie zneutralizować presję wydatkową. Grove zwracał uwagę, że poprawę zyskowności notowały przede wszystkim te rynki, które potrafiły wygenerować wzrost RevPAR powyżej 3 proc. Ta granica coraz wyraźniej staje się punktem odniesienia dla oceny, czy hotel realnie poprawia wyniki, czy tylko maskuje rosnące koszty.

Nieprzypadkowo wśród najciekawszych wyjątków wskazywano segmenty, które rosną szybciej od średniej. Golf resorty notowały wzrost RevPAR rzędu 13 proc., a resorty spa i wellness rosły w wysokich jednocyfrowych przedziałach. To może mieć znaczenie dla selekcji nowych inwestycji, bo pokazuje, że rynek coraz mocniej premiuje nie tylko lokalizację, ale też wyraźnie zdefiniowany produkt.


Turbulencje są realne, ale popyt nie znika

Z berlińskiej sceny wyłania się więc dość trzeźwy obraz. Krótkoterminowo branża musi przygotować się na zakłócenia, wyższe koszty operacyjne i ostrożniejsze prognozowanie. Wojna wyzerowała część wcześniejszych założeń i znów przypomniała, jak szybko geopolityka potrafi przełożyć się na lotnictwo, ceny energii i wyniki hoteli.

Jednocześnie ani STR, ani Tourism Economics, ani HotStats nie sugerują dziś załamania fundamentów popytu. Europa nadal ma rynki zdolne do wzrostu stawek i RevPAR-u, podróże pozostają dla konsumentów istotnym wydatkiem, a segmenty bardziej wyspecjalizowane wciąż pokazują wyraźnie lepszą dynamikę niż szeroki rynek. Problem nie polega więc na braku gości, tylko na tym, że coraz trudniej zamienić wzrost przychodów w równie przekonującą poprawę zysków.

Jeśli obecna niepewność się wydłuży, hotelarstwo znów będzie musiało udowodnić, że umie działać nie tylko w warunkach odbicia, ale też w warunkach kosztowego ścisku. I to właśnie ten test może okazać się dla 2026 r. ważniejszy niż same wahania popytu.

(ZS)



Komentarze zamieszczane przez użytkowników wyrażają ich własne poglądy. Wydawca portalu e-hotelarz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Komentarze nie stanowią materiału prasowego w rozumieniu ustawy – Prawo prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *