Ograniczenia połączeń lotniczych z Bliskiego Wschodu zaczynają przekładać się na rezerwacje w Zakopanem. Jak podaje WP, według Tatrzańskiej Izby Gospodarczej „zaczęły się pierwsze anulacje”, a w części obiektów noclegowych goście z tego rynku potrafili w lecie odpowiadać nawet za 80 proc. gości.

Jeszcze 5 marca przedstawiciele branży uspokajali w RMF FM, że „nie widać żadnej paniki, kryzysu”, wskazując, iż goście z Bliskiego Wschodu stanowili na Podhalu ok. 2 proc. całego ruchu i że kluczowe miesiące miały dopiero nadejść wraz z majem i latem. Po sześciu tygodniach ton jest już inny. Bo choć segment ten nie jest dominujący liczebnie, ale dla części obiektów wyspecjalizowanych w jego obsłudze może mieć znaczenie pierwszorzędne dla letniego przychodu.
Dane Samorządu Województwa Małopolskiego pokazują, że Zjednoczone Emiraty Arabskie nie są największym rynkiem zagranicznym dla regionu. W 2025 r. odpowiadały za 4,8 proc. zagranicznych odwiedzających, tyle samo co USA i Hiszpania, podczas gdy najwięcej gości przyjechało z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Włoch. Równocześnie Małopolska szacuje, że przeciętny turysta zagraniczny zostawiał w regionie 2,7 tys. zł, a łączne wpływy z turystyki sięgnęły 25,5 mld zł. Turyści z krajów arabskich wydają znacznie więcej, średnio ok. 17,8 tys. zł jeszcze przed przyjazdem do Małopolski, głównie na nocleg lub pakiet pobytowy, a podczas samego pobytu kolejne ok. 6,6 tys. zł na miejscu, m.in. na gastronomię, zakupy i atrakcje. To dlatego ewentualny spadek przyjazdów z tego kierunku może być dla Zakopanego bardziej dotkliwy niż wynikałoby to z samych statystyk udziału w ruchu.
Podhale może więc stracić nie najliczniejszego, ale jednego z najcenniejszych gości zagranicznych. Tym bardziej że przez ostatnie lata ten popyt został świadomie zagospodarowany: część obiektów dopasowała standard, gastronomię i obsługę do potrzeb klientów z Zatoki. Był to też segment, który wypełniał część luki po wcześniejszym osłabieniu popytu ze Wschodu, który załamał się ostatecznie w 2022 roku wraz z agresją Rosji na Ukrainę.
Branża chce wypełnić tę lukę w oparciu o gości krajowych oraz tych z Czech, Słowacji i Węgier, których na Podhalu rokrocznie przybywa. Jak zaznacza cytowana przez WP.pl Agata Wojtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej „Musimy się więc w tym momencie szybko przemodelować”, a w obecnych warunkach za główny argument sprzedażowy uznaje bezpieczeństwo.









Dodaj komentarz