Integracja przy garnkach

Hostelom antyreklamę zrobił film o tym samym tytule, w którym tortury i rzeź stanowiły główną fabułę. Nijak ma się to jednak do ich prawdziwego oblicza. Można to sprawdzić już w Bydgoszczy i Toruniu. Nazwa hostel z pochodzi z języka angielskiego i ozna­cza schronisko lub noclegow­nię. Od hotelu różni się tym, że hostel jest tańszy, ma wię­cej miejsc w pokojach, piętro­we łóżka, wspólną łazienkę i kuchnię. W hostelach naj­częściej goszczą studenci, osoby uczące się z różnych stron świata. - za wspólnotowość najbar­dziej lubię hostele - mówi Mi­chał Kulisz, 30-letni podróżnik. - Zawsze wybieram pokoje naj­liczniejsze, by móc poznać lu­dzi, pogadać z nimi, czy nawet pozwiedzać miasto. Tak było we Lwowie, w którym byłem la­tem. Wziąłem miejsce w sali, w której natknąłem się na świetnych ludzi. Jako że hostel był w dość niebezpiecz­nym miejscu, od razu zapropo­nowali bym zwiedzał miasto z nimi. Do dziś mamy kontakt, mimo że na co dzień mieszkają w Szkocji. Hostel 24 różni się trochę od tradycyjnych hosteli wysokim standardem. - Z hostelami łączy nas niska cena za pokój. Nie mamy jednak bardziej licznych niż trzyosobo­we - mówi pan Marciniak, właści­ciel. A szkoda.

Źródło: GAZETA POMORSKA (2008-11-19) str.: 5

Komentarze

  • Spółka Polskie Wydawnictwa Specjalistyczne ProMedia Sp. z o.o., nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii zamieszczanych przez użytkowników portalu.
  • Spółka zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy naruszających prawo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.