Hotelarstwo nie ma granic – jak wygląda kariera w branży?   MATERIAŁ PARTNERA

Jak wygląda kariera w hotelarstwie od kuchni? Jak ułożyć życie, gdy trzeba się często przeprowadzać? Co w tej pracy jest najciekawsze, a co najtrudniejsze – opowiadają Kristina Matulevičienė Deputy General Manager w Novotel Warszawa Centrum i Daiva Mačiulė General Manager Mercure Warszawa Grand.

Jak zaczęła się przygoda z hotelarstwem? Jak trafiły panie do świata hoteli?

Kristina Matulevičienė: Przygodę z Polską rozpoczęłam już w trakcie studiów ekonomicznych w Gdańsku, gdzie dosyć przewrotnie wybrałam specjalizację z turystyki. Już wtedy chciałam, by moja praca była związana z podróżami. Po skończeniu studiów wróciłam na Litwę i szukałam pracy w turystyce. Swoją drogę ze światem podróży zaczęłam w urzędzie miejskim w Wilnie, w dziale zajmującym się promocją turystyczną, gdzie pracowałam parę lat. W trakcie pracy dużo wyjeżdżałam na zagraniczne delegacje, co pozwoliło mi bliżej poznać międzynarodowy sektor turystyki.

Kolejnym etapem była praca w biurze turystycznym zajmującym się turystyką przyjazdową, gdzie byłam odpowiedzialna za współtworzenie programów dla zagranicznych turystów, zwiedzających kraje bałtyckie. Jednak zawsze interesowała mnie praca w hotelach, które wydawały mi się magicznym miejscem. Gdy w roku 2003 rozpoczęła się budowa Novotelu w Wilnie aplikowałam o prace i zasiliłam hotelowy zespół. Od tamtego momentu moja kariera związana była już bezpośrednio z hotelami. 

Daiva Mačiulė: Byłam w trakcie studiów, gdy moja mama zasugerowała mi spróbowanie swoich sił na stanowisku kelnera w hotelu Novotel Vinius. Moja przygoda z hotelarstwem rozpoczęła się w 2006 roku. Na początku pracowałam w hotelowej restauracji, później w barze. Co zabawne, pamiętam, że serwowałam kawę Kristinie w trakcie jej spotkań z klientami, gdy pracowała w dziale sprzedaży w tym samym hotelu. Więc znamy się od tamtego czasu. Po pewnym czasie wyjechałam z Wilna na studia do Belgii, pracowałam także przez rok w działach sprzedaży poza branżą hotelarską. Jednak pasja i miłość do tego zawodu przywiodła mnie z powrotem do Novotel Vilnius, gdzie aplikowałam na stanowisko managera hotelowej restauracji. To było duże wyzwanie, ale postanowiłam spróbować swoich sił. Kiedy po pewnym czasie Kristina także wróciła do tego samego hotelu, współpracowałyśmy już razem na równoległych stanowiskach: ja jako kierownik gastronomii, a ona jako dyrektor sprzedaży. Wtedy już wspólnie piłyśmy kawę. W 2012 roku Kristina przeniosła się do Kowna by zarządzać nowym hotelem ibis, który otworzył się w tym mieście, nasze drogi rozeszły się… na chwilę. Następnie, gdy ówczesny dyrektor  planował rozbudowę sieci Accor w krajach bałtyckich, dostałam awans na stanowisko dyrektor operacyjny. W ten sposób, w wileńskim Novotelu drogę od kelnerki do dyrektora operacyjnego przebyłam w 7 lat!

Jak droga zaprowadziła panie do warszawskich hoteli?

K.M.: Novotel, w którym pracowałam przez długi czas był jedynym hotelem Accoru na Litwie. Gdy zdecydowano o rozbudowie sieci, powstał ibis w Kownie – drugim co do wielkości mieście w kraju. Dzięki zdobytemu dotychczas doświadczeniu, w 2012 roku zostałam dyrektorem wspomnianego hotelu i w Kownie spędziłam 5 lat. Następnym etapem w mojej karierze był powrót na tzw. stare śmieci do Gdańska, gdzie wcześniej studiowałam. Zostałam przyjęta na stanowisko dyrektora operacyjnego w hotelu Mercure Gdańsk Stare Miasto. Później pojawiła się okazja pracy w Warszawie. Możliwość transferu do Novotel Warszawa Centrum była dla mnie bardzo interesująca, ze względu na wielkość hotelu, który liczy aż 742 pokoje i jest jednym z najbardziej kultowych hoteli w stolicy, jak i w całej Polsce. Chciałam zobaczyć, jak funkcjonuje tak duży obiekt, restauracja, centrum konferencyjne itd. oraz spróbować swoich sił w takiej skali. Bardzo cieszę się, że udało mi się od czerwca zasilić szeregi hotelowego zespołu. 

D.M.: Po pracy w Novotel Vilnius, objęłam stanowisko dyrektora generalnego we franczyzowym hotelu w Mariampolu, co było ciekawym i uczącym wiele doświadczeniem. Po kolejnych 2 latach, dostałam propozycję pracy w hotelu Mercure w Gdyni, mając bardzo ograniczoną znajomość języka polskiego. Na szczęście adaptacja poszła sprawnie, gdzie ogromna w tym zasługa całego wspaniałego zespołu, który bardzo mi pomógł. Po około 3,5 roku w Gdyni, zaczęłam zastanawiać się, w którym kierunku rozwijać dalej swoją karierę i gdzie zdobywać nowe umiejętności i doświadczenia. W tym czasie zaszłam w ciążę, co mogło odłożyć moją karierę na pewien czas. Jednak, gdy dowiedziałam się, że Mercure Warszawa Grand przeprowadza rekrutację na stanowisko dyrektora, postanowiłam zgłosić swoją kandydaturę. Muszę podkreślić, że moi przełożeni byli poinformowani o mojej ciąży, co jednak w żadnym stopniu nie przekreśliło moich szans. To bardzo duże wyróżnienie. Dlatego stwierdziłam, że skoro firma we mnie wierzy, to i ja uwierzę w samą siebie i sprostam wyzwaniu. To doświadczenie świadczy o tym, że Accor w nowoczesny sposób patrzy na zespół i takie sprawy jak ciąża nie stanowią przeszkody w rozwoju kariery. To daje dużą motywację, zapał i chęci do działania. Tak duże, że gdy w piątek wieczorem wyszłam z pracy, następnego dnia poszłam do szpitala, by urodzić dziecko, a do hotelu wróciłam już po 6 miesiącach, z dużą ekscytacją. 

Jak rodzina znosi zmiany?

K.M.: Decyzja o przeprowadzce do obcego kraju nigdy nie jest łatwa, szczególnie gdy dotyczy też pozostałych członków rodziny – musimy rozważyć nie tylko, jak będzie wyglądało nasze życie, ale i życie pozostałych. Z przeprowadzką do Polski wiąże się zabawna anegdota z pewnego wyjazdu do Gdańska już z moim małym synem, wiele lat po ukończeniu studiów. Mieszkaliśmy na Starym Mieście, z widokiem na Mercure Gdańsk Stare Miasto. Któregoś wieczoru syn zapytał, dlaczego nie mieszkamy w tym hotelu, skoro pracuję w tej sieci. I w taki oto sposób, śmiesznym zrządzeniem losu po kilku miesiącach trafiłam do zespołu tego właśnie hotelu. Dzięki temu rozmowa o przeprowadzce do Polski była nieco lżejsza, choć nie należała do najłatwiejszych. Cały czas miałam mocne postanowienie, że jeśli syn z jakiegoś powodu się nie zaadaptuje, to po prostu pakujemy walizki i wracamy na Litwę.

W efekcie okazało się, że obawiałam się bardziej niż było warto.

D.M.: Mój mąż jest Litwinem i prowadzi tam swój biznes. Gdy przeprowadziliśmy się do Gdyni, to podróżował pomiędzy Trójmiastem a Litwą. Dlatego nasze życie działo się poniekąd na linii Polska-Litwa. Pogodzenie pracy obojga rodziców z pojawieniem się dziecka to wyzwanie dla każdej rodziny, wymagające kompromisów. Uważam, że rodzina powinna współpracować ze sobą jak zespół i wspierać się nawzajem w swoich indywidualnych ambicjach i aspiracjach. Jestem wdzięczna, że mąż wspiera mnie prywatnie i zawodowo, co jest bardzo ważne, by zachować dobry balans między pracą a życiem prywatnym.

Co panie zaskoczyło w hotelach w Polsce?

K.M: Bez wątpienia nauka nowego, nieco innego do litewskiego, systemu rozliczeń i dokumentacji był na początku wyzwaniem, którym najtrudniej było stawić czoła – to, jeżeli chodzi o sam kraj. Zaś w przypadku hoteli – dla mnie zadziwiające było to, jak długo ludzie potrafią z wielkim sercem i radością pracować w jednym hotelu. Podczas mojego pobytu w Gdańsku, poznałam pracowników, którzy w hotelu spędzili np. 40 lat. To niesamowite, że praca w hotelarstwie jest prawdziwą pasją na całe życie. Z dużym zainteresowaniem słuchamy takich pracowników, bo oni mają niezwykłą wiedzę zawodową, z której zawsze warto czerpać. Przekazywanie tej wiedzy jest bardzo ważne i cenne dla przyszłych pokoleń hotelarzy.

D.M.: Zdecydowanie staż pracy w jednym miejscu również mnie zadziwił. W niektórych przypadkach czas, jaki w hotelu przepracowały niektóre osoby przekraczał mój wiek. Jednak warto też podkreślić, że w hotelach pracuje także wiele młodych osób, co daje pozytywną równowagę międzypokoleniową. W efekcie wszyscy mogą wzajemnie uczyć się od siebie i wspólnie rozwijać czy to hotel, czy całą branże hotelarską. Doświadczeni pracownicy są również olbrzymią wartością dla hotelu, ze względu na powracających gości – często właśnie ze względu na zespół. Kolejną rzeczą, która była dla mnie nowa i zaskakująca to aktywność związków zawodowych, prężnie reprezentujących pracowników. Hotelarstwo to branża ludzi i praca zespołowa, a ostateczny efekt zależy od każdej osoby w zespole. Dlatego to każdej osobie zawdzięczamy to, że możemy gościć ludzi z całego świata w naszych hotelach.

Dziękuję za rozmowę.


Komentarze

  • Spółka Polskie Wydawnictwa Specjalistyczne ProMedia Sp. z o.o., nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii zamieszczanych przez użytkowników portalu.
  • Spółka zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy naruszających prawo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *